jesteś tutaj: nf.pl > Wiadomości > News: Raport tygodniowy Gold Finance

Raport tygodniowy Gold Finance

2010-02-08 08:40:00

Roman Przasnyski | Gold Finance Sp. z o.o.

Raport tygodniowy Gold Finance -   finanse , inwestowanie , waluta

ilustracje biznesowe dostarcza theta

Najważniejsze wydarzenia



  • Według informacji podanych przez agencję Bloomberg z rządowych szacunków, zawartych w planie redukcji deficytu budżetowego wynika, że wzrost gospodarczy może w tym roku sięgnąć 3,4%.

  • Zdaniem Sławomira Skrzypka, prezesa Narodowego Banku Polskiego, w lipcu tempo wzrostu cen konsumpcyjnych osiągnie cel inflacyjny, czyli 2,5% z tolerancją +/- 1 procent.

  • Deficyt budżetowy w 2009 r. wyniósł 23,8 mld zł i był o 3,4 mld zł niższym niż planowano.

  • Ministerstwo Pracy i Polityki Społeczne szacuje, że stopa bezrobocia w styczniu wzrosła do 12,8% z 11,9% w grudniu ubiegłego roku. Wzrost bezrobocia w pierwszym miesiącu roku ma charakter sezonowy.

  • Z analiz Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej wynika, że w tym roku ceny żywności wzrosną o kilka procent, jednak w skali niższej niż poziom inflacji.

  • Polska awansowała na szóstą pozycję w międzynarodowym rankingu atrakcyjności inwestycyjnej. Wcześniej byliśmy na 22 miejscu.

  • Bank JP Morgan obniżył rekomendację dla obligacji Polski i Węgier z powodu ryzyka zwiększenia się problemów w Grecji. Nie zmienił jednak pozytywnej oceny polskich papierów.


Rynek Akcji


Polska

Mamy za sobą najgorszy tydzień w całej historii trwającej od połowy lutego ubiegłego roku tendencji wzrostowej na naszym rynku. W ciągu pięciu ostatnich sesji indeks największych spółek stracił 7,85%. Poprzednio z porównywalnym tygodniowym spadkiem mieliśmy do czynienia w ostatniej fazie bessy, czyli w lutym 2009 r. Jeden z jej końcowych akordów sprowadził wskaźnik o 7,3% w dół. Indeks szerokiego rynku zniżkował o 6,38%. Znacznie mniej ucierpiały indeksy małych i średnich firm. mWIG40 zniżkował o niecałe 4%, a sWIG80 o 3,2%. Widać więc, że zdecydowanie większą determinację w pozbywaniu się akcji wykazywali więksi inwestorzy, w tym zagraniczni. Choć łączne obroty w ciągu tygodnia nie były wyraźnie wyższe niż w poprzednich tygodniach, to jednak widać, że zdecydowanie rosły w trakcie sesji spadkowych. W piątek przekroczyły 2 mld zł i należały do najwyższych w ciągu całej fali wzrostowej. To świadczy o determinacji podaży i o tym, że zasadnicze decyzje zostały przez sprzedających podjęte. Najbardziej istotne jest teraz pytanie o stopień determinacji tych, którzy jeszcze akcje mają. W najbliższych dniach można się spodziewać zmniejszenia nerwowości na rynku, jednak ostatnie spadki z pewnością zmienią nastroje inwestorów na dłużej.


Patrząc na „siłę” poszczególnych branż naszego parkietu, zdecydowanie rzuca się w oczy słabość banków. Subindeks tego sektora zniżkował o 7,1%. Działo się to jednak przy znacznie mniejszych niż ostatnio obrotach. Trudno ten fakt jednoznacznie zinterpretować. Z jednej strony można sądzić, że nie było zbyt wielkie chęci do wyprzedaży ich walorów po tak niskich cenach. Z drugiej jednak można mieć obawy, że podaż pojawi się jeszcze w najbliższej przyszłości.


Oceniając sytuację z punktu widzenia analizy technicznej, główne indeksy dotarły w przyspieszonym tempie do ważnych poziomów wsparcia, jakimi są dołki z początku października i początku listopada ubiegłego roku. Jeśli w najbliższych dniach zostaną przełamane, będzie to znak, że WIG20 może się znaleźć na poziomie zbliżonym do 2000 punktów, a WIG w okolicy 36 tys. punktów.


Europa

Trwające od 11 stycznia spadki na głównych europejskich parkietach w tym tygodniu jeszcze się powiększyły. Najbardziej ucierpiał indeks giełdy paryskiej, zniżkując o 3,7%. Cała fala spadkowa zabrała mu już ponad 11%. We Frankfurcie i Londynie zniżki w ciągu ostatnich pięciu sesji przekroczyły 2%. DAX stracił od styczni ponad 10%, zaś FTSE jedynie 7,5%. Początek tygodnia stał pod znakiem niewielkiego odreagowania. Nastroje zaczęły się zdecydowanie zmieniać już w środę. Główna fala przeceny miała jednak miejsce w czwartek i piątek. Jej powodów można doszukiwać się i na naszym kontynencie, i za oceanem. Impuls przyszedł ze Stanów Zjednoczonych, a pretekstem były gorsze niż oczekiwano dane z tamtejszego rynku pracy. Trafił on na bardzo podatny grunt, co związane było z pojawiającymi się coraz większymi obawami o stan finansów państw południowej Europy. Nie najlepsze informacje napływały też z większych gospodarek. Gorszy niż oczekiwano był odczyt indeksu aktywności gospodarczej w Niemczech i w całej strefie euro. Niższa była też dynamika sprzedaży detalicznej.


 Największe spadki miały miejsce na giełdach krajów bezpośrednio zagrożonych kłopotami. Indeks w Atenach stracił w skali tygodnia ponad 8%. O prawie 7,5% zniżkował wskaźnik giełdy w Madrycie. Także w Turcji zniżka przekraczała 5%. Mocno cierpiały też giełdy naszego regionu. Węgierski BUX zniżkował o ponad 7%, wskaźnik w Tallinie spadł o ponad 6%. W Pradze indeks spadł o 5,5%. Widać było zdecydowane wycofywanie się kapitału z rynków uznawanych za bardziej ryzykowne. Dane płynące z gospodarki nie miały żadnego znaczenia dla decyzji inwestorów. Indeksy aktywności gospodarczej w przemyśle Czech i Węgier zwiększyły swoją wartość mocniej, niż się spodziewano, zdecydowanie przekraczając poziom 50 punktów.



USA

Amerykański giełdowy barometr dał wreszcie rynkom bardziej zdecydowane wskazania. Po ponad trzech miesiącach pełzania, indeksy na Wall Street nabrały wigoru. Pierwsze symptomy tego zjawiska pojawiły się już w połowie stycznia. Bilans ostatnich pięciu sesji (licząc od 28 stycznia do 4 lutego) jest co prawda niezbyt imponujący pod względem dynamiki zmian, ale pozory mylą. Dow Jones stracił w tym czasie niecałe 1,2%, S&P500 zniżkował o niespełna 2%, niemal 2,5% w dół poszedł technologiczny Nasdaq. To nic wielkiego. Sekwencja wydarzeń tych ostatnich pięciu sesji i ich dramatyzm czytelne są dopiero po rozłożeniu na czynniki. Poprzedni czwartek (28 stycznia) był przedostatnim akordem trwającej osiem sesji silnej korekty spadkowej. Licząc od szczytu z 19 stycznia, do piątku 29 stycznia S&P500 „zubożał” w jej wyniku o 76 punktów, czyli 6,6%. Należała ona do największych w całej historii trwającego prawie rok trendu wzrostowego. Nastroje wydawały się tak dobre, że można się było spodziewać nawet podejścia w okolice szczytu z 19 stycznia. Po wtorkowej sesji dystans do niego zmalał do 50 punktów. Dwusesyjną „euforię”, w wyniku której S&P500 zyskał łącznie niemal 30 punktów, spowodował niespodziewanie dynamiczny wzrost wskaźnika aktywności gospodarczej amerykańskiego przemysłu w styczniu. Osiągnął on poziom 58,4 punktu, znacznie wyższy niż oczekiwano i wyższy niż w grudniu. To rozbudziło nadzieje byków, a oczekiwania na najbardziej istotne piątkowe dane o sytuacji na rynku pracy były bardzo optymistyczne. Już w środę okazało się jednak, że w wstępne dane dotyczące zmian zatrudnienia są dość niejednoznaczne. Optymizm inwestorów nieco przygasł. W czwartek nieprzyjemnie zaskoczyła ich informacja o znacznie większej niż spodziewana liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. To pogłębiło jeszcze niepokój. S&P500 zniżkował w czwartek o 3,1%, Dow Jones spadł o 2,61%, a Nasdaq o niemal 3%.


 Jednak głównym powodem potężnego czwartkowego tąpnięcia na amerykańskim parkiecie nie były raczej dane, dotyczące amerykańskiej gospodarki i obawy o jej stan, a w każdym razie nie tylko one. Choć raczej rzadki to przypadek, wszystko wskazuje na to, że przyczyną gwałtownego pogorszenia się nastrojów na rynkach był rosnący niepokój o kondycję finansową krajów Południowej Europy. Do znanych już kłopotów Grecji dołączyły też nienowe problemy Hiszpanii i wreszcie Portugalii. To, wraz z wątpliwościami „wewnątrzamerykańskimi”, stworzyło mieszankę piorunującą. Być może inwestorzy zdali sobie sprawę, że administracja w Waszyngtonie idzie drogą, która nieuchronnie prowadzi w kierunku kryzysu finansów publicznych i gigantycznych problemów z zadłużeniem. A dowodem tego były informacje o deficycie budżetowym w mijającym roku fiskalnym oraz o planach na rok następny.


 W roku fiskalnym, kończącym się we wrześniu, amerykański deficyt budżetowy sięgnie 10,6 proc. PKB i wyniesie 1,56 bln dolarów, wobec zakładanych 1,2 bln dolarów i przewidywanych przez ekonomistów 1,35 bln dolarów. To największy deficyt od czasów II Wojny Światowej. Następny budżet, którego projekt w minionym tygodniu został przesłany do Kongresu, przewiduje deficyt w wysokości 1,27 bln dolarów. W czasie wyborów Barack Obama obiecywał, że do końca 2012 r. ograniczy deficyt do około 650 mld dolarów. Widać już, że nie ma na to najmniejszych szans. Dług amerykańskiego sektora publicznego sięga dziś gigantycznej kwoty 12 bilionów dolarów. Spłata odsetek, pochłania prawie pół biliona dolarów rocznie. Według prognoz, do 2020 r. dług wzrośnie do co najmniej 18,5 bln dolarów i sięgnie 100 proc. PKB. Przed kłopotami amerykańskiej gospodarki od dawna przestrzegają znani inwestorzy i ekonomiści. Peter Schiff twierdzi, że walka z recesją za pomocą  pakietów stymulacyjnych jedynie pogłębia problemy, które były przyczyną obecnego kryzysu i odracza konieczność zrównoważenia finansów państwa. Prowadzi to do wniosku, że recesja wcale się jeszcze nie skończyła. Także Nouriel Rubini podkreśla, że dynamiczny, sięgający 5,7% wzrost PKB w czwartym kwartale ubiegłego roku to w dużej mierze zasługa programów stymulacyjnych. Gdy możliwości wspomagania gospodarki tą drogą się skończą, okaże się że tempo jej wzrostu będzie bardzo mizerne.


Azja

Na azjatyckich parkietach trwa kontynuacja przeceny akcji. Jednak w minionym tygodniu nie przybrała ona zbyt wielkich rozmiarów. Jednak trzeba pamiętać, że spadki zaczęły się tam o wiele wcześniej niż na innych giełdach i trwają już trzy tygodnie. W tym czasie zabrała indeksom po około 10%. Wykresy sugerują, że tendencja spadkowa może jeszcze potrwać i zdecydowanie powiększyć skalę.


Wskaźniki na chińskiej giełdzie w horyzoncie tygodniowym straciły po nieco ponad 1%. Ich stosunkowo niewielki zakres to zasługa nieco lepszej sesji w środę. W czwartek, gdy ostra przecena pojawiła się na wszystkich parkietach świata, w Azji było dość spokojnie. Reakcja nastąpiła dopiero w piątek i choć spadki były pokaźne, to indeksy „nie zdążyły”  się rozpędzić. Zresztą, jak na chińskie warunki piątkowy spadek o 1,9% można uznać za dość umiarkowany, szczególnie jeśli przypomnimy sobie 7-8% zniżki na sesjach sprzed kilkunastu tygodni. Trzeba też mieć w pamięci, że wówczas tak duże zniżki były reakcją na zapowiedzi, dotyczące zaostrzania polityki pieniężnej w Chinach. Gdy przyszły konkretne działania, rynek zachowywał się znacznie spokojniej. Pewnie dlatego, że posunięcia te były już w sporej mierze uwzględnione w cenach. Dziś indeksy cofnęły się do poziomu z połowy listopada ubiegłego roku, a na ich wykresach widać podwójny szczyt, formację zapowiadającą kontynuację spadków.


Chłodzenie chińskiej gospodarki i energiczne ograniczanie kredytowego szaleństwa trwa wciąż w najlepsze. Odbywa się to zarówno metodami rynkowymi, takimi jak oddziaływanie na cenę pieniądza poprzez rentowność papierów skarbowych, sprzedawanych przez rząd, regulacyjnymi, takich jak podniesienie stopy rezerw obowiązkowych, ale także coraz częściej metodami administracyjno-nakazowymi, co zdecydowanie zwiększa skuteczność polityki pieniężnej. Tamtejsza komisja nadzoru finansowego nakazała bankom zaostrzenie polityki kredytowej. Ostrzegła, że liczba niespłacanych kredytów hipotecznych niebezpiecznie rośnie, nakazały więc podwyższenie oprocentowania takich pożyczek oraz zwiększenie wkładu własnego kredytobiorcy.
A nawet wstrzymywanie kredytów dla deweloperów i inwestorów, kupujących działki w celach spekulacyjnych lub wstrzymującym sprzedaż nieruchomości w oczekiwaniu na wzrost ich ceny.


Japoński Nikkei stracił w skali tygodnia zaledwie 1,4%. W piątek spadek sięgnął niemal 3% i należał do najwyższych na kontynencie. Od styczniowego szczytu zniżkował już o ponad 8%. Inwestorzy w Japonii bardzo nerwowo reagują na umacnianie się jena, co uderza w eksport tego kraju, stanowiący bardzo istotny element gospodarki kraju oraz pogarszają wyniki finansowe firm sprzedających swoje wyroby za granicą. Co prawda
w grudniu eksport wzrósł o ponad 12% w porównaniu do grudnia 2008 r., ale wcześniej jego załamanie było wręcz dramatyczne.


Najmocniejsze spadki w minionym tygodniu miały miejsce na Tajwanie, gdzie indeks stracił 5,5%, w Indonezji, gdzie indeks zniżkował o ponad 3,5%. Na Filipinach spadek wyniósł 3,3%. Ponad 3% stracił też indeks w Bombaju. Indie to drugi, po Chinach, duży azjatycki kraj, który zdecydował się na zaostrzanie polityki pieniężnej. Pierwszym krokiem, podobnie jak w Chinach, było podniesienie stopy rezerw obowiązkowych. Indeksy w Indiach i na Tajwanie cofnęły się do poziomu z początku listopada ubiegłego roku. Hang Seng natomiast jest już na poziomie z sierpnia ubiegłego roku.


Rynek Walutowy


Opinie o rychłym upadku dolara okazały się przedwczesne. Zaskakująco szybko przeszedł on od roli podstawowej waluty, używanej w transakcja typu carry trade do roli waluty ostatniej szansy, stanowiącej bezpieczne schronienie kapitału w niepewnych czasach. Przewidywania, że zdecydowanie się osłabi, wciąż są aktualne i jak najbardziej uzasadnione, jednak wszystko wskazuje na to, że trzeba będzie jeszcze na ten moment nieco poczekać. Zdaniem Nouriela Rubiniego w ciągu 2-3 najbliższych lat dolar zdecydowanie osłabi się wobec walut azjatyckich, wobec chińskiego juana nawet o 15-20%. W ciągu kilku najbliższych lat Stany Zjednoczone będą musiały poradzić sobie z gigantycznym deficytem budżetowym i zadłużeniem. Z pewnością odbije się to niekorzystnie i na gospodarce i na walucie.


Na razie dolar radzi sobie znakomicie. Pomagają mu kłopoty europejskich gospodarek o wysokich deficytach i zadłużeniu. Niepokój z tym związany powoduje, że w niełasce znalazła się wspólna waluta. Obserwując to, co dzieje się teraz w Europie, można sobie wyobrazić przyszły scenariusz dla Ameryki i jej waluty. Rekordowa słabość „zielonego” z listopada ubiegłego roku, gdy kurs euro przekraczał 1,51 dolara dziś pozostała tylko mglistym wspomnieniem. Dolar umocnił się w ciągu zaledwie dziesięciu  tygodni o 14 centów, czyli o ponad 9%. W piątek euro można było kupić za 1,365 dolara, podobnie jak w maju ubiegłego roku. Do poziomu z lutego 2009 r. brakuje „jedynie” około 12 centów. Jeszcze niedawno powrót do tamtego poziomu, gdy euro wyceniano na 1,245 dolara, wydawał się zupełnie nierealny. Teraz nie wydaje się aż tak bardzo nieprawdopodobny. Taki właśnie poziom na koniec roku przewidują analitycy Morgan Stanley.


 Szczególnie dramatyczne zmiany na światowym rynku walutowym miały miejsce w minioną środę i czwartek. Po chwilowym odreagowaniu we wtorek do 1,4 dolara, kurs euro w piątkowe południe wylądował poniżej 1,37 dolara. Spowodowało to poważne konsekwencje na niemal wszystkich rynkach finansowych i surowcowych. Mocno odczuła to nasza waluta. Po jej sile, demonstrowanej jeszcze w połowie lutego, nie zostało śladu. Wówczas dolara można było kupić za 2,77 zł. W piątek około południa trzeba było za niego płacić niemal 3 zł (w południe od tej bariery złotego dzieliło jedynie czwarte miejsce po przecinku). W ciągu kilkunastu dni złoty osłabił się o ponad 8%, a kurs dolara wrócił do poziomu z połowy sierpnia ubiegłego roku. Można się pocieszać, że od poziomu z lutego ubiegłego roku „zielony” jest wciąż tańszy o ponad 90 groszy.


 Jeszcze we wtorek euro można było kupić po rekordowo niskim od ponad roku kursie 3,953 zł. W piątkowe południe trzeba było płacić już niemal 15 groszy drożej. Oznacza deprecjację złotego o 3,7% w ciągu trzech dni. Frank w tym czasie podrożał z 2,68 do 2,79 zł, czyli o 11 groszy, a więc o ponad 4%. Nie pomogła nam w przypadku tej waluty interwencja szwajcarskiego banku centralnego, zaniepokojonego silnym wzrostem kursu franka wobec słabnącego euro. Jak widać, nerwowość na światowym rynku walutowym jest bardzo duża.


 Liczne prognozy, zakładające zdecydowane umocnienie się naszej waluty muszą trochę poczekać na realizację. Po wydarzeniach z ostatnich dni widać, że głównym czynnikiem wpływającym na sytuację złotego jest to, co dzieje się na światowym rynku. Argumenty o silnych fundamentach naszej gospodarki mają znaczenie zupełnie drugorzędne.


Rynek Surowców


 Na rynkach surowcowych mieliśmy do czynienia z wyjątkową nerwowością i dużą zmiennością sytuacji. Do czynników silnie oddziałujących dotąd na notowania pod koniec tygodnia doszedł jeszcze jeden, który okazał się decydujący. Inwestorzy na rynkach surowcowych znaleźli się w kropce. Z jednej strony popyt i ceny windowały informacje o przezwyciężaniu kryzysu przez największe gospodarki, szczególnie zaś silny wzrost w Chinach. Ostatnio pojawiła się obawa, że chłodzenie wzrostu może zdecydowanie ograniczyć zapotrzebowanie na surowce. Mamy więc dylemat analogiczny, jak na rynku akcji. Dobre dane płynące z gospodarki powinny sprzyjać zwyżkom cen, strach przed chłodzeniem i zaostrzanie polityki pieniężnej skutecznie hamują presję popytową. Raz w decyzjach inwestorów przeważa pierwszy z tych czynników, innym razem drugi. Trudno zgadnąć, od czego to zależy. A trzeba też pamiętać, że oprócz czynników fundamentalnych, wciąż sporą rolę grają spekulacyjne.


 W pierwszej połowie tygodnia zdecydowanie dominowała chęć kupowania surowców „pod” ożywienie gospodarcze. W poniedziałek baryłkę ropy można było kupić za około 71 dolarów. W środę wieczorem trzeba było płacić już prawie 6 dolarów drożej, co oznaczało skok ceny o ponad 8%. Dołożyło się do tego wzrostu z pewnością odreagowanie po wcześniejszej przecenie, motywowanej strachem przed chłodzeniem gospodarki. Jeszcze 11 stycznia baryłka kosztowała prawie 83 dolary, w ciągu trzech tygodni zjechała o 12 dolarów, czyli o ponad 14%. W czwartek notowania surowca runęły w dół o 5,5%. To „zasługa” nieco zapomnianego ostatnio czynnika, jakim jest kurs dolara. Amerykańska waluta umacnia się już od kilkunastu tygodni, jednak w czwartek jej rosnąca gwałtownie siła wywarła na inwestorach mocne wrażenie. Większa część zwyżki z początku tygodnia została zniwelowana „jednym ruchem”. W piątek sytuacja już się nieco uspokoiła, ale o wzroście cen nie było co marzyć. W skali tygodnia jednak notowania ropy poszły nieznacznie w górę.


 Niemniej nerwowo było w przypadku miedzi. Kontrakty terminowe na ten metal w ciągu trzech ostatnich tygodni straciły 20%, docierając do poziomu najniższego od października ubiegłego roku. Odreagowanie w pierwszych dniach tygodnia było niewielkie. Przecena zaczęła się już w środę, spadkiem notowań o ponad 3,5%. W czwartek została pogłębiona o kolejne ponad 4%. W skali całego tygodnia zniżka sięgnęła 7%. Ceny miedzi w ubiegłym roku wzrosły o 140%. Trudno oszacować, w jakim stopniu dzięki popytowi fundamentalnemu, a w jakim dzięki spekulacyjnemu. Gdy nastroje na rynkach pogorszą się, możemy byś świadkami silnej przeceny miedzi. „Katastrofę” na rynku miedzi, o podobnej skali do tej, jaką obserwowano po słynnej spekulacji przez tradera z banku Sumitomo, przewiduje David Threkeld. Wówczas jako pierwszy dostrzegł, że na rynku „coś nie gra”. Teraz ostrzega przed możliwością spadku notowań metalu nawet o 67%. Jego zdaniem 90% popytu na miedź pochodziło ostatnio od „spekulantów”. Podwyżka stóp procentowych w Chinach może spowodować panikę na rynku. Szacuje się, że podaż miedzi była znacznie większa niż popyt na nią, a zapasy metalu są na poziomie najwyższym od 6 lat. W poniedziałek ceny miedzi spadły do poziomu najniższego od dziesięciu tygodni, po czym poszły w górę po informacji o zaskakująco wysokim wzroście wskaźnika aktywności gospodarczej w amerykańskim przemyśle. Rosnący w siłę dolar sprowadził je pod koniec tygodnia zdecydowanie w dół.


 Zdecydowanie zwiększył się ruch na rynku złota. Po trzech tygodniach spadków z 1160 do 1076 dolarów za uncję, początek tygodnia przyniósł mocne odreagowanie, które zakończyło się w środę na poziomie 1124 dolarów. W czwartek złoto było jednak wyprzedawane, podobnie jak większość pozostałych surowców. Staniało tego dnia o ponad 4%, nie sprawdzając się tym razem w roli bezpiecznej przystani dla kapitału, przegrywając zdecydowanie tę konkurencję z dolarem. W piątek wczesnym popołudniem traciło kolejny 1%. W skali całego tygodnia straciło na wartości 2,5%. 


 
Wieści z rynku


Kredyty mieszkaniowe wracają do łask


 Z najnowszego raportu Gold Finance wynika, że banki coraz częściej modyfikują swoją ofertę kredytów mieszkaniowych na korzyść klientów. Zaczynają też konkurować między sobą cenami kredytów. Coraz więcej z nich powraca do finansowania 100% wartości nieruchomości. Idą w dół marże pobierane przez banki.


Będzie łatwiej o pożyczki


 Według badań przeprowadzonych przez Narodowy Bank Polski, banki kończą z polityką zaostrzania kryteriów przyznawania kredytów. W przypadku niektórych ich rodzajów możliwe jest wręcz ich łagodzenie. Chętniej zamierzają udzielać kredytów firmom. Wciąż ostrożnie będą podchodzić do pożyczek na cele konsumpcyjne.


Rodzina na Swoim coraz większa


 W styczniu udzielono 2300 nowych preferencyjnych kredytów mieszkaniowych w ramach programu „Rodzina na Swoim”. Ich łączna wartość przekroczyła 421 mln zł. W ciągu trzech lat działania programu udzielono kredytów na ponad 7 mld zł. Tylko w ubiegłym roku było to 5,4 mld zł. Na ten rok planowany jest wzrost o 40%.


Inwestycja w Karetę z Gold Finance


 Gold Finance wprowadził innowacyjny produkt inwestycyjny o nazwie „Kareta”. Umożliwia on pomnażanie środków poprzez jednorazową wpłatę jedynie 20% zadeklarowanej kwoty. Maksymalny okres inwestycji wynosi 15 lat. „Kareta” umożliwia osiąganie zysków zarówno w przypadku wzrostów, jak i spadków cen surowców. Posiada pełną gwarancję zwrotu kapitału.



Kalendarium wydarzeń nadchodzącego tygodnia 8-12 luty 2010 r.


 Nadchodzący tydzień nie będzie obfitował w ważne informacje i wydarzenia. Rynki finansowe będą musiały radzić sobie bez nowych bodźców. Ale inwestorzy i tak mają ostatnio pod dostatkiem wrażeń. Jeśli chodzi o Polskę, dopiero w piątek poznamy dane dotyczące salda rachunku bieżącego. Także w piątek opublikowane zostaną dane o wzroście PKB w Niemczech i w strefie euro oraz dynamice produkcji przemysłowej. Niezbyt wiele dowiemy się także o stanie amerykańskiej gospodarki. We wtorek podana zostanie informacja o dynamice zmian zapasów hurtowników. Dzień później czeka nas publikacja liczby wniosków o kredyt hipoteczny, poznamy również bilans handlu zagranicznego Stanów Zjednoczonych. Koniec tygodnia znów będzie pewnie bardziej nerwowy za sprawą informacji o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, która narobiła ostatnio sporo zamieszania. W piątek na sytuację na rynku może wpłynąć odczyt indeksu nastrojów konsumentów.


Poniedziałek, 8 lutego


Szwajcaria
- 7.45 stopa bezrobocie w styczniu (poprzednia wartość 4,2%)
- 9.15 dynamika sprzedaży detalicznej w grudniu (poprzednia wartość 0,6% rok do roku)


Euroland
- 10.30 indeks nastrojów inwestorów Sentix w lutym (poprzednia wartość -3,7 punktu)


Wtorek, 9 lutego


Niemcy
- 8.00 inflacja na poziomie konsumentów w styczniu (poprzednia wartość 0,9% rok
do roku)


Wielka Brytania
- 10.30 bilans handlu zagranicznego w grudniu (poprzednia wartość -6,784 mld funtów)


USA
- 16.00 zapasy hurtowników w grudniu (poprzednia wartość 1,5% miesiąc do miesiąca)


Środa, 10 lutego


Francja
- 8.45 dynamika produkcji przemysłowej w grudniu (poprzednia wartość 1,1% miesiąc
do miesiąca, -3,8% rok do roku)


Wielka Brytania
- 10.30 dynamika produkcji przemysłowej w grudniu (poprzednia wartość 0,4% miesiąc do miesiąca, -6% rok do roku)


USA
- 13.00 dynamika liczby wniosków o kredyt hipoteczny (poprzednia wartość 21%)
- 14.30 bilans handlu zagranicznego w grudniu (poprzednia wartość -36,4 mld dolarów)
- 16.30 zmiana zapasów ropy naftowej (poprzednia wartość 2,3 mln baryłek)


Czwartek, 4 lutego


Szwajcaria
- 9.15 inflacja na poziomie konsumentów w styczniu (dotychczasowa wartość 0,3% rok do roku)


USA
- 14.30 wnioski o zasiłek dla bezrobotnych (poprzednia wartość 480 tys.)
- 14.30 dynamika sprzedaży detalicznej w styczniu (poprzednia wartość -0,3% miesiąc do miesiąca)
- 14.30 dynamika sprzedaży detalicznej bez samochodów (poprzednia wartość -0,2% miesiąc do miesiąca)
- 16.00 zapasy niesprzedanych towarów w grudniu (poprzednia wartość 0,4% miesiąc
do miesiąca)


Piątek, 12 lutego


Polska
- 14.00 saldo rachunku bieżącego w grudniu (poprzednia wartość -1,272 mld euro)


Niemcy
- 8.00 dynamika PKB w czwartym kwartale (poprzednia wartość 0,7% kwartał
do kwartału)


Euroland
- 11.00 dynamika PKB w czwartym kwartale (poprzednia wartość 0,4% kwartał
do kwartału)
- 11.00 dynamika produkcji przemysłowej w grudniu (poprzednia wartość 1% miesiąc
do miesiąca)


USA
- 15.55 indeks nastrojów konsumentów Uniwersytetu Michigan w lutym (poprzednia wartość 74,4 punktu)



Prognozy na przyszły tydzień


Mijający tydzień przyniósł wreszcie odpowiedź na pytanie, w którym kierunku podążą rynki w najbliższym czasie. Tego, co się stało, spodziewano się od dawna. Niewiadomą był tylko moment wystąpienia głębszych spadków. Powodów było dostatecznie dużo i to zarówno tych, o charakterze fundamentalnym, jak i tych czysto rynkowych. Mamy więc długo wyczekiwaną korektę. Ta sytuacja rodzi automatycznie kolejne pytania. Przede wszystkim o to, dokąd nas zaprowadzi i o to, czy to tylko korekta, czy koniec prawie rocznej tendencji zwyżkowej. Na razie można sądzić, że to tylko korekta. Jej skalę można szacować na kilkanaście procent od niedawnych szczytów.




Powyższy tekst jest wyrazem osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja do podejmowania jakichkolwiek decyzji związanych z opisywaną tematyką. Jakiekolwiek decyzje podjęte na podstawie powyższego tekstu podejmowane są na własną odpowiedzialność.

finanse  inwestowanie  waluta 

Dodaj swój komentarz do: Raport tygodniowy Gold Finance

Autor:

Treść:

 
Ile to jest 11 dodać 6?   
Klub menedżera zapisz się
Roman Przasnyski
Profil osobyZnajomiZaprośKontakt

główny analityk Gold Finance

Roman Przasnyski przeszedł do Gold Finance z Forbesa, gdzie był redaktorem dodatku Forbes Investor. Ma...

 
Gold Finance Sp. z o.o.
Profil firmyOfertaWiedzaEksperci

Gold Finance jest firmą doradczą pomagającą Klientom w wyborze najkorzystniejszego kredytu spośród szerokiej oferty dostępnej na rynku. Specjalizuje się również w wyborze odpowiednich dla Klienta form...

+opis działalności

Kontakt Kontakt
 
 
Znajdź najlepsze oferty nieruchomości w:
GazetaDom.pl
 

^ powrót na górę strony ^

nf.pl
Mapa portalu | Prywatność | Regulamin | Zgłoś błąd   

O nas | Produkty | Kariera | Aktualności | Kontakt

należymy do:
RSSmonitoring mediówilustracjestatystykie-wysyłkireklamawyszukiwarkiobsługa pr
Interactive Advertising Bureau (IAB)Stowarzyszenie Marketingu Bezpoœredniego SMBRSSPress-SeviceThetaGemiusSareBizonMediaBluerankPersonal PR

Copyright © 2005-2010 Nowoczesna Firma Sp. z o.o.

Szkolenia | Sale i ośrodki | Praca | Download | Oprogramowanie